MKTG NaM - pasek na kartach artykułów

20 lat od zaginięcia dziennikarki "Nowości" Aleksandry Walczak. Gdzie jesteś, Olu? Mamy nowe archiwalne zdjęcia

Justyna Wojciechowska-Narloch
Justyna Wojciechowska-Narloch
18 marca 2004 roku. Policyjne oględziny samochodu Aleksandry Walczak. Na pierwszym planie jej wnuk, dziś 21-letni mężczyzna
18 marca 2004 roku. Policyjne oględziny samochodu Aleksandry Walczak. Na pierwszym planie jej wnuk, dziś 21-letni mężczyzna Jacek Smarz
W nocy z 12 na 13 marca minęło 20 lat od zaginięcia Aleksandry Walczak, naszej redakcyjnej koleżanki. Dziennikarka rozpłynęła się jak we mgle i dotąd nic nie wiadomo o jej losach. Czy tę tajemnicę kiedykolwiek uda się rozwikłać? Szanse maleją z każdym rokiem.

Spis treści

Co się stało z Aleksandrą Walczak?

Dziś scenariusz, który stał się udziałem Aleksandry Walczak, nie byłby możliwy. Przynajmniej teoretycznie. Jej samochód bądź ją samą zarejestrowałaby któraś z kamer gęstego jak pajęczyna monitoringu przestrzeni publicznej. Na drodze, stacji benzynowej, w mieście, przed dworcem, na światłach. Bardzo precyzyjnie udałoby się namierzyć także jej telefon komórkowy, który musiałby logować się do jednej z licznych stacji nadawczych…

Jednak 12 marca 2004 roku świat był zupełnie inny. Monitoring był w powijakach, a sieć telefonii komórkowej pełna dziur. I w takich realiach rozegrał się ostatni akt z życia dziennikarki Aleksandry Walczak, w każdym razie ten, który znamy.

>>> TUTAJ <<< znajdziesz niepublikowane wcześniej zdjęcia dokumentujące poszukiwania Aleksandry Walczak, zaginionej dziennikarki "Nowości"

Od mafii węglowej po lokalnych gangsterów

W 2004 roku Ola miała 52 lata. Od dawna pracowała jako dziennikarka w "Nowościach". Najpierw była sprawną reporterką w Toruniu, potem została szefową redakcji tej gazety w Grudziądzu. Przez całe swoje zawodowe życie nie stroniła od trudnych tematów, ale sięgała też po te lokalne, bardzo przyziemne. Tworzyła materiały przede wszystkim na temat bieżących spraw - zarówno społecznych, jak i kryminalnych. Relacjonowała między innymi sesje grudziądzkiej rady miasta i rozprawy przed tamtejszym sądem. Spod jej ręki wyszły również głośne artykuły dotyczące mafii węglowej czy lokalnych gangsterów wyłudzających haracze od handlowców. Opisywała też proces oskarżonych o zabójstwo ks. Jerzego Popiełuszki.

Aleksandra Walczak zaginęła w nocy z 12 na 13 marca 2004 roku
Aleksandra Walczak zaginęła w nocy z 12 na 13 marca 2004 roku Archiwum

Robert Małecki, kiedyś dziennikarz "Nowości", dziś wzięty autor powieści kryminalnych tak wspomina Olę:

- Pamiętam, że poznałem redaktor Aleksandrę Walczak w 2003 roku, na poddaszu kamienicy przy ul. Mickiewicza, gdzie wówczas mieściła się redakcja "Nowości". Już wtedy wiedziałem, że to znakomita, bezkompromisowa dziennikarka - opowiada pisarz. - Potem, kilka lat po jej zaginięciu, kiedy zostałem kierownikiem grudziądzkiego oddziału "Nowości", poznałem ją niejako powtórnie. Tym razem jednak jej obraz wyłaniał się z relacji i opowieści mieszkańców Grudziądza. To było niezwykłe doświadczenie. Aleksandrę Walczak wspominano przy różnych okazjach, mniej lub bardziej formalnych, ale zawsze wyłaniał się z tych opowieści obraz dziennikarki, której zależało na prawdzie.

Nagrania w szufladzie biurka

I tak jak zawodowe życie Aleksandry Walczak było poukładane, tak to prywatne przypominało ruinę. Wszystko przez małżeństwo, które stało się dla niej koszmarem. Znana dziennikarka, szefowa oddziału gazety w Grudziądzu nie dzieliła się swoimi troskami z podwładnymi, tak po prostu nie wypadało. Ci wiedzieli jedynie, że były pozwy rozwodowe składane i wycofywane przez obie strony. W mieście przebąkiwano też, że w małżeństwie dziennikarki i byłego pracownika służb (bo tym wcześniej zawodowo zajmował się mąż Aleksandry) nie dzieje się dobrze. Jej znajomi wiedzieli również, że tuż przed wyjazdem na narty, z którego już nie wróciła, złożyła kolejny pozew i tego pewnie by już nie wycofała.

Biurko Oli w redakcji w Grudziądzu, gdzie potem znaleziono nagrania z domowych awantur
Biurko Oli w redakcji w Grudziądzu, gdzie potem znaleziono nagrania z domowych awantur Archiwum

Małżeński koszmar zaczął wychodzić na światło dzienne dopiero po zaginięciu Aleksandry. W szufladzie jej redakcyjnego biurka znalezione zostały dokumenty, które schowała tam na wypadek batalii o majątek. To m.in. faktury za remonty w domu. Znalazł się też dyktafon, na którym dziennikarka w ukryciu nagrywała domowe awantury – pełne obelg, wulgaryzmów, gróźb... W tym tych pozbawienia życia. Treść tych nagrań poznał m.in. Jacek Kiełpiński, przez lata flagowy dziennikarz śledczy „Nowości”. To on sprawie zaginięcia Aleksandry Walczak poświęcił kawał życia. Szukał jej z policją, rodziną, a nawet z jasnowidzami.

- To były naprawdę mocne rzeczy. Awantury domowe przepełnione nienawiścią, wyzwiskami, groźbami. Ola musiała mieć powód, żeby nagrywać coś takiego - mówi Kiełpiński.

Co wiemy o nocy z 12 na 13 marca 2004 roku?

Aleksandra Walczak na początku marca 2004 roku postanawia odpocząć, bierze urlop i swoją czarną skodą fabią jedzie do Szczyrku na narty. W górach trwa piękna, śnieżna zima. Dziennikarka pozostaje w stałym kontakcie ze swoim dorosłym synem Danielem Więcławskim, ojcem jej pierwszego wnuka. Kilkumiesięcznego chłopca Ola kocha do szaleństwa.

6 października 2004 roku. Konferencja prasowa w sprawie zaginionej. Na zdjęciu Liliana Kruś-Kwiatkowska z policji, prokuratorzy Tomasz Sobczak i Małgorzata
6 października 2004 roku. Konferencja prasowa w sprawie zaginionej. Na zdjęciu Liliana Kruś-Kwiatkowska z policji, prokuratorzy Tomasz Sobczak i Małgorzata Piotraszewska Jacek Smarz

- Mama opowiadała, jak pięknie jest w górach, jak dużo śniegu. Postanowiłem więc dołączyć do niej choć na parę dni. Wziąłem kolegę i pojechaliśmy do Szczyrku. Dla młodych chłopaków, którymi wtedy byliśmy, taka odległość to był żaden problem - wspomina Daniel Więcławski. - Chcieliśmy zostać dłużej, ale okazało się, że w sobotę, 13 marca koniecznie muszę być na zajęciach na uczelni, więc zdecydowaliśmy się wracać w piątek, 12 marca. To była spontaniczna decyzja, nikt postronny nie wiedział, że akurat wtedy wybierzemy się w drogę powrotną.

Ze Szczyrku wyruszyli po godz. 17 dwoma samochodami. Najpierw jechali w niedalekiej odległości od siebie, potem się rozdzielili. Dokładnie o godz. 23.28 Aleksandra dzwoni do syna i informuje, że właśnie mija Papowo Toruńskie, miejscowość, w której mieszka Daniel. Jest cała i zdrowa, obiecuje kontakt w weekend. Do domu w Małym Rudniku pod Grudziądzem ma jeszcze ok. 60 km. Jak później powie jej mąż, nigdy tam nie dojeżdża.

Samochód Aleksandry Walczak porzucono na dworcu PKP

Przez weekend Aleksandra nie odzywa się do syna, a w poniedziałek 15 marca 2004 roku bez słowa usprawiedliwienia nie przychodzi do pracy. To się nigdy nie zdarzało. Daniel Więcławski zgłasza zaginięcie matki na policję. Poważnie zaniepokojeni są też redakcyjni koledzy Oli. W "Nowościach" pojawia się pierwszy tekst o zaginionej dziennikarce.

17 marca 2004 roku, samochód Aleksandry Walczak odnaleziony przy Dworcu Główny w Toruniu. Pies tropiący Pazur dwa razy podjął trop w kierunku pobliskich
17 marca 2004 roku, samochód Aleksandry Walczak odnaleziony przy Dworcu Główny w Toruniu. Pies tropiący Pazur dwa razy podjął trop w kierunku pobliskich przystanków autobusowych Adam Zakrzewski

Pierwszy i chyba jedyny przełom w sprawie następuje 17 marca, w środę. Wówczas na parkingu przed Dworcem Głównym w Toruniu znaleziona zostaje skoda fabia należąca do Oli. W środku są jej bagaże, torebka. Brakuje tylko telefonu i dokumentów. Wszystko to sugeruje, że kobieta gdzieś wyjechała, uciekła, porzuciła swoje dotychczasowe życie. W tę wersję ani przez moment nie wierzą bliscy Oli, nie wierzą w nią tez jej koledzy z redakcji.

18 marca 2004 roku. Policyjne oględziny samochodu Aleksandry Walczak
18 marca 2004 roku. Policyjne oględziny samochodu Aleksandry Walczak Jacek Smarz

Policja w samochodzie znajduje różne ślady. Auto jest zakurzone, jakby stało gdzieś pod dachem. Na karoserii są ślady kocich łap. Niestety, te wszystkie tropy prowadzą donikąd.

- Nie mam wątpliwości, że ta sprawa to jedna z największych porażek wymiaru sprawiedliwości. To także cios dla całego środowiska dziennikarskiego – mówi Jacek Kiełpiński. - Ani przez moment nie uwierzyłem w te bzdury, że Ola wyjechała, z własnej woli porzuciła swoje dotychczasowe życie. Więcej, jestem pewien, że w jej przypadku spełnił się ten najgorszy, ostateczny i nieodwracalny scenariusz – ona po prostu nie żyje.

Publikacje "Nowości" z pierwszego tygodnia po zaginięciu Aleksandry Walczak
Publikacje "Nowości" z pierwszego tygodnia po zaginięciu Aleksandry Walczak Archiwum

Jasnowidz z Człuchowa i nagroda za pomoc w odnalezieniu

W pamięci Jacka Kiełpińskiego zachowały się spotkania z jasnowidzem z Człuchowa, który bardzo chciał odnaleźć Aleksandrę Walczak. Dziennikarz wraz z innym jasnowidzem i wynajętym nurkiem szukał Oli w Wiśle pod Grudziądzem, bo tak wskazywały wizje. Wspomina też dziesiątki telefonów odbieranych w redakcji po tym, jak wyznaczono nagrodę dla tego, kto pomoże odnaleźć zaginioną dziennikarkę. Syn Aleksandry przeznaczył na ten cel 10 tys. zł, redakcja „Nowości” – 5 tys. zł.

26 marca 2004 roku. W sprawę zaginięcia Aleksandry angażuje się jasnowidz Krzysztof Jackowski
26 marca 2004 roku. W sprawę zaginięcia Aleksandry angażuje się jasnowidz Krzysztof Jackowski Jacek Smarz

- Nagroda kusiła ludzi, przekazywali nam dziesiątki sygnałów, a my wszystkie je sprawdzaliśmy. Były też takie telefony, które dziś oceniam jako celowo wprowadzające nas w błąd, kierujące na fałszywe tory – dodaje Jacek Kiełpiński.

Nadzieja umiera ostatnia

- Dziś o zaginięciu Aleksandry Walczak opowiadam często na spotkaniach autorskich, często też wracam do tych zdarzeń w moich fikcyjnych opowieściach kryminalnych. Przypominam o tej sprawie, bo nigdy nie wiadomo, kto przeczyta poświęcony temu zdarzeniu fragment powieści i co z tego wyniknie. Być może moje myślenie jest naiwne, ale wciąż wierzę, że w tej sprawie w końcu pojawi się jakiś nowy ślad, który pozwoli na wznowienie śledztwa i doprowadzenie tej sprawy do końca - mówi Robert Małecki. - Szczegóły z zaginięcia mojej redakcyjnej koleżanki miałem też okazję przedstawić w programie telewizyjny pt. „Opowiem Ci o zbrodni”. To niezwykle zagadkowa sprawa. Nie wierzę jednak w wersję, która mówi o tym, że Aleksandra Walczak rzuciła wszystko i rozpoczęła nowe życie zagranicą. W moim odczuciu, sprawa niestety ma tragiczny finał. Niemniej wciąż wierzę, że tak jak Aleksandra Walczak walczyła o prawdę, tak i my poznamy wreszcie prawdę o jej losie.

>>> TUTAJ <<< znajdziesz niepublikowane wcześniej zdjęcia dokumentujące poszukiwania Aleksandry Walczak, zaginionej dziennikarki "Nowości"

Daniel Więcławski po 20 latach walki dziś sam już nie jest pewien, czy jeszcze ma nadzieję na sprawiedliwość. Przez te dwie dekady ani na chwilę nie odpuścił: zapukał do wszystkich drzwi w policji, w prokuraturze, a nawet w ministerstwie sprawiedliwości. Po latach starań udało mu się doprowadzić do kolejnych przeszukań w dawnym domu matki – ponownie rozkuto posadzkę w garażu i nic nie znaleziono. Policjanci z Archiwum X w Bydgoszczy też się poddali, nie znaleźli żadnej nitki, którą dałoby się chwycić.

- Chciałbym w końcu wiedzieć, gdzie i dlaczego stawiam świeczkę mamie. Chciałbym, żeby mogli to zrobić moi synowie, z których tylko jeden poznał babcię, ale przecież nie może jej pamiętać – mówi Daniel Więcławski.

KONTAKT Z NASZĄ REDAKCJĄ >>> TUTAJ <<<
Więcej informacji z Torunia i okolic przeczytasz >>>TUTAJ<<<<

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Eurowybory 2024. Najważniejsze "jedynki" na listach

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera

Materiał oryginalny: 20 lat od zaginięcia dziennikarki "Nowości" Aleksandry Walczak. Gdzie jesteś, Olu? Mamy nowe archiwalne zdjęcia - Nowości Dziennik Toruński

Wróć na grudziadz.naszemiasto.pl Nasze Miasto